Kapsułka na mięśnie, włosy i zatwardzenie – czyli placebo (SUPLEMENT DIETY) dobre na wszystko

Suplementy diety na stole

Dokucza Ci nietrzymanie moczu, chcesz być „twardy” całą noc, a może masz problemy ze snem? Jakikolwiek problem by się nie pojawił w naszym życiu, „specjaliści” od sprzedaży znajdą na to cudowny środek, a jedyny warunek do jego powstania to czysta kalkulacja – koszt produkcji i wprowadzenia na rynek musi być mniejszy niż popyt.

Czym jest suplement?

Obecnie najtańszym i najłatwiejszym sposobem wprowadzenia „cudownych kapsułek na wszystko” jest rejestrowanie ich jako suplementy diety . Pod tą nazwa kryją się produkty znane nam nie tylko z reklam i aptecznych półek, ale również produkty dostępne w specjalistycznych sklepach kulturystycznych. Wprowadzenie suplementu diety do obrotu może odbyć się wyłącznie przez zgłoszenie produktu w formularzu internetowym do SANEPID-u i nie wymaga (jak w przypadku leków OTC czy RX) żadnej dokumentacji medycznej, która udowadniałaby jego właściwości i monitorowała skuteczność. Sposób tej rejestracji jest zatem tani, a skoro jest tani, to produktami rejestrowanymi w ten sposób można celować w nisze konsumenckie – takie jak np. amatorzy siłowni pragnący zwiększyć masę mięśniową.

Łykasz, ale nie wiesz co

Rejestracja produktu jako suplement diety niesie za sobą jeszcze jedną pokusę, być może istotniejszą niż niski koszt wprowadzenia do obrotu. Jak podaje prof. dr hab. n. farm. Zbigniew E. Fijałek w publikacji Pulsu Farmacji (2 kwietnia 2014) „Suplementy można badać TYLKO WYRYKOWO, m.in. na obecność metali ciężkich, pestycydów, sprawdzić czystość mikrobiologiczną w produktach pochodzenia naturalnego. Nikt jednak nie bada, czy suplement rzeczywiście zawiera to, co deklaruje producent lub czy nie zawiera czegoś więcej”. Co więc stoi na przeszkodzie, aby kapsułki na porost włosów, albo proszek na wzrost mięśni zawierał zupełnie coś innego niż się spodziewamy?

To nie kolejna teoria spiskowa, ale czyste fakty. Pamiętam jak miałem okazję rozmawiać i uczyć się od brązowego medalisty Mistrzostw Świata w Kulturystyce – Dariusza Karpińskiego, który przytoczył pewną anegdotkę. Mianowicie po zażyciu pewnego specyfiku, który miał być jedynie herbatką na rozluźnienie, nie mógł spać całą noc. W takim produkcie musiało być ewidentnie coś więcej, niż deklarował producent – a może nawet niekoniecznie coś więcej, ale po prostu zupełnie coś innego?

Chłonny rynek placebo

Teoretycznie rynek szybko powinien radzić sobie z takimi produktami, bo zasadą jest, że jeśli coś nie działa, to przy kolejnym wyborze zrezygnujemy z jego kupna. Co jednak, gdy działa efekt placebo? O nim warto pamięć, bo potrafi sięgać nawet 50%.  Jeśli przynajmniej jedna na trzy osoby z grupy 100 tys. konsumentów, którzy kupili środek na lepszy wzrok na bazie tynku ze ścian, stwierdzi, że po jego zażyciu lepiej widzi, to produkt może utrzymać się na rynku latami.

Możemy myśleć, że to nas nie dotyczy, że przecież my nie spożywamy suplementów diety – czy aby na pewno? Ich różnorodność wprawia w osłupienie, a sposób kamuflażu budzi podziw, i tak możemy natknąć się na pudry białkowe (które sugerują, że mają wszystkie niezbędne aminokwasy, a mają tylko ładne opakowanie), spalacze tłuszczów (których podstawowym składnikiem jest kofeina, z tym, że w mniejszych ilościach niż w kawie i za oczywiście wyższą cenę), czy witaminy (które w ogóle nie wchłoną się do krwioobiegu, ale nikt tego nie sprawdził, bo po prostu nie musiał).

Przeraża skala zjawiska, bo nad Wisłą rynek suplementów diety w 2013 roku wart był 3 miliardy złotych. To tak, jakby każdy jeden Polak (od tego w inkubatorze, po tego pod respiratorem) wydał w ciągu roku prawie 100 zł na jakiś suplement diety. Skalę problemu – nie boję się tego określenia – potęguje olbrzymia niewiedza społeczeństwa. Według badań tylko 1/5 respondentów wie czym jest suplement diety i w dodatku aż połowa przypisuje im właściwości lecznicze!

Broń się przed mianem kapsułkożercy

Sam widzę olbrzymi popyt, jaki mają suplementy diety. Co chwilę spotykam się z pytaniami: „co kupić sobie, żeby wzrosły mi mięśnie?”, „jaki specyfik zażyć na spalenie tłuszczu?, albo „co popić, żeby nie mieć skurczów łydek?”. Na wymienione powyżej problemy nie ma zwykle uniwersalnej odpowiedzi, ale jedno jest pewne – pytania nie powinny sugerować, że łykanie jakichś specyfików im pomoże.

Normalna – a więc naturalna – dieta powinna być w zupełności wystarczająca przy aktywnym trybie życia. Z pełną powagą i świadomością stwierdzam, że jeśli prowadzimy urozmaicone żywienie (w którym nie brakuje warzyw i owoców, węglowodanów, tłuszczów oraz białek), to jesteśmy na tej bazie prowadzić taki tryb życia, jaki tylko chcemy. Co więcej taka dieta daje nam też świadomość, że gdy pojawią się jakieś problemy (np. w postaci wspomnianych skurczów łydek), to nie będą one spowodowane brakiem jakichś składników mineralnych, a być może ciężką chorobą. Taki stan rzeczy prawdopodobnie skłoni nas do szybkiej wizyty u specjalisty oraz diagnozy.

Jeśli miałbym polecać już jakieś kapsułki, proszki czy syropy to byłyby to jedynie produkty zarejestrowane jako leki, cała reszta (pomimo złudy korzyści z ich stosowania) nie warta jest ryzyka w postaci naszego zdrowia i pieniędzy.

artykuł napisał Damian Faluszewski

Skomentuj